Ja vs. Tylko Rock

Może właśnie Święta – czas miłości i wybaczania (LOL) – są dobrym momentem, żeby przypomnieć, że 20 lat temu, w grudniowym numerze (wtedy jeszcze) "Tylko Rocka" ukazały się moje pierwsze "dorosłe" teksty o muzyce drukiem (pomijam drobne "juwenilia" z podstawówki, osobna sprawa). Były to 4 recenzje dość poważnych płyt – od razu rzucono mnie na głęboką wodę, co oczywiście połechtało ego aroganckiego, "niepokornego" 18-latka (Porcys działał już od 5 miesięcy) wychowanego na lekturze "TR" przez poprzednich 5-6 sezonów. Mianowicie omówiłem wtedy premierowe wydawnictwa Sigur Rós, Spiritualized, Pulp i Strokes. I z każdą z tych recek wiąże się mini anegdotka. "Służę uprzejmię" (w nawiasach oceny które ukazały się w gazecie)

🎄

Sigur Rós: Ágætis byrjun (10/10)
Długo namawiałem redaktora naczelnego Wiesława Weissa, żeby pozwolił mi na maksymalny rating 10 gwiazdek (wówczas w "TR" obowiązywała przez parę lat skala 10-stopniowa). Miałem świadomość, że opisuję dla Polaków future classic i każda niższa nota byłaby przekłamaniem. Do dziś jestem wdzięczny Wiesławowi za przychylność. Mimo obiekcji (osobiście WW uważał, że AB to ledwie miłe popłuczyny po 4AD i więcej ciekawych pomysłów można znaleźć w równolegle opublikowanym zbiorze odrzutów Einstürzende Neubauten) pozwolił mi spełnić marzenie i oto w swoim debiucie ustrzeliłem upragnioną "dyszkę".

🎄

Spiritualized: Let It Come Down (7/10)
Ciekawostka – dowiedziałem się o tej formacji po przeczytaniu artykułu Macieja Wesołowskiego w "Tylko Rocku" z 1998. Wiedziałem też, że boskie Ladies & Gentlemen należy do top 10 dekady Wiesława Weissa. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że jak wyjdzie następna płyta projektu, to już ja będę ją reckował w "TR"... W skrócie – było to dla mnie wielkie wydarzenie i wyróżnienie. Oczywiście "waga" i "klucz do skali" ocen w "TR" były nieco inne, niż na Porcys. 7/10 oznaczało po prostu, że to pozycja istotna i warta uwagi również dla osób, które uprzednio tej nazwy nie kojarzyły.

🎄

Pulp: We Love Life (8/10)
A propos... Nigdy nie byłem "fanem" tej grupy i nie kuma(łe)m kultu wokół Jarvisa, ale akurat ten album wyprodukowany przez Scotta Walkera (notabene – to płyta roku 2001 Simona Reynoldsa) polubiłem od pierwszego odsłuchu. Byłaby to poprawna recenzja z generatora, raczej bez historii, gdyby nie faktograficzna gafa pod koniec (nazwanie This Is Hardcore bestsellerem), którą przy okazji mailowej sprzeczki wytknął mi sam "maszynista" Paweł Kostrzewa (w rewanżu za moje złośliwości i wytykanie niekompetencji jego tekstów w "TR"). Śmieszne to były czasy, jakieś wojenki podjazdowe i szpileczki ("Może w twojej rodzinie będzie osoba głucha / Nie życzę tego wcale, jak mówią, odpukać") – dziś zapewne nie chciałoby mi się kiwnąć palcem po klawiaturze...

🎄

Strokes: Is This It (5/10)
Ahhh shit, here we go again... Słynna kontrowersja – tzw. "The Strokes Situation". Wiesław przydzielił mi tę reckę kiedy nadmieniłem, że według mnie płyta jest nudna, monotonna i przereklamowana. Uważał podobnie, choć dla niego ideałem rocka było wtedy chyba Mars Volta, a dla mnie rzeczy typu Wrens, D-Plan, Les Savy Fav, Modest Mouse... Wyjątkowo irytowało mnie też "pochodzenie" Casablancasa – paradoksalnie parametr, który aktualnie nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Po latach podziwiam Strokes z tego okresu – mam dreszcze jak oglądam ich telewizyjne występy, prawdopodobnie w stricte wykonawczym sensie był to wtedy najlepiej grający zespół globu. Jak już kiedyś wspominałem, czas działał na ich korzyść, bo każdy kolejny hajp "NME" był już słabszy. Niemniej NIESMAK POZOSTAŁ, czego dotkliwym dowodem kuriozalny hate mail, jaki podesłała jedna z czytelniczek (na załączonym obrazku). Z początku podejrzewałem ją o wysmakowany trolling (na co wskazywałaby wzmianka o Oasis), ale kilka lat później pracując w magazynie "PULP" nasze drogi przecięły się ponownie i wówczas zrozumiałem, że to było na serio 😕
(2021)